Skip to main content

Dyżury wolontariuszy Kancelarii w poniedziałki i środy, zapisy przez Infolinię 669 211 728. 

STARY CZŁOWIEK I MORZE

Z prośbą o pomoc do Kancelarii zwracają się ludzie z całej Polski. Przyjeżdżają na umówione spotkania z często oddalonych od Warszawy miejscowości, a wolontariusze KSS jeżdżą potem do nich z pomocą. Tak było w przypadku pana Jana Bujnickiego z Sarbinowa i jego córki.

Sarbinowo to niewielka miejscowość nad Bałtykiem – teraz głównie letniskowa, ale kiedyś był to ośrodek rybołówstwa morskiego. Ponad 60 lat temu pan Stanisław Bujnicki osiedlił się tu z rodziną, kupił kuter i wybudował prywatną przystań rybacką. Po jego śmierci działalność kontynuował syn Jan, ale z trudem budowany dorobek jego życia jest zagrożony przez bezduszność urzędników. Dziś po przystani nie ma śladu, w jej miejscu rozciąga się szeroka plaża, licznie odwiedzana w sezonie przez turystów. W 2005 roku, po wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, w ramach tak zwanej Wspólnej Polityki Rybackiej, radykalnie zmniejszono flotę połowową i likwidowano porty. Taki los spotkał też przystań w Sarbinowie. Pan Jan dostał zgodę Urzędu Morskiego w Gdyni, od którego dzierżawił działkę od przystań, na przekształcenie zbędnego już boksu rybackiego na budynek mieszkalny, w którym mógłby zamieszkać wraz z rodziną. W wybudowanym systemem gospodarczym domu pan Jan mieszkał, a w dodatkowych pokojach urządził kwatery dla letników. Skromny dochód z wynajmu pokrywał koszty dzierżawy terenu. 

Na początku obecnej dekady Urząd Morski przekazał zarząd tym mieniem skarbu państwa wojewodzie zachodniopomorskiemu, a ten – staroście powiatu koszalińskiego. Urzędy zaproponowały panu Bujnickiemu nowe warunki dzierżawy. Miałby on potwierdzić, że skarb państwa jest właścicielem budynku który postawił, zrzec sie jakichkolwiek roszczeń do domu i nie wolno mu prowadzić wynajmu pokoi dla letników. Czas dzierżawy określono na 5 lat. Dla rodziny te warunki są równoznaczne z chęcią pozbawienia pan Jana dachu nad głową. 

W tej sprawie podjęliśmy interwencję w starostwie powiatu koszalińskiego i uzyskaliśmy zapewnienie, że władze powiatu odniosą się z życzliwością do sytuacji pana Jana. 

Pozostałe historie